Dziś kilka słów o nowym serialu Hannibal. Tytuł jest Wam zapewne znany- możecie kojarzyć książki Thomasa Harrisa lub filmy z Anthony Hopkinsem. Oba skojarzenia są dobre ponieważ serial wpisuje się w historię z książek i filmów. Dokładniej jest to swojego rodzaju prequel to pierwszych trzech książek Harrisa. Imiona, miejsca, bohaterowie- wszystko to zgadza się z ksiazkami ;) Bardzo pozytywnie mnie to zaskoczyło. Przeczytłam wszystkie ksiżki i pisałam na ich temat nawet dłuższa pracę na studia, więc miałam spore wymagania wobec tego serialu. Na szczęście sie nie zawiodła, a wręcz przeciwnie, serial przeszedł moje oczekiwania ;)
Dla tych co nie znaja Hannibala kilka sów wyjasnienia:
Jeden z głównych bohaterów to Will Graham który
wraz z FBI tropi seryjnych morderców. Dzięki swojemu unikalnemu talentowi jest w stanie wczuć się w rolę każdego - nawet psychopaty i odtworzyc to co działo sie na miejscu zrodni. Stres związany z pracą pcha go w ręce dr Hannibala Lectera (Mads Mikkelsen),
jednego z najlepszych psychiatrów w kraju. Ich przyjaźń rozkwita a my powoli dowiadujemy się kim tak naprawdę jest Dr. Lecter...
Mimo tego że uwielbiam Anthonego Hopkinsa to muszę przyznać że Mads Mikkelsen jest od niego o wiele lepszy. Nie mam się do czego przyczepić. To po prostu Hannibal zywcem wyjęty z książki. Zresztą cała obsada serialu jest bardzo dobra, graja tu również Hugh Dancy ( "Histeria", "Helikopter w Ogniu"), Caroline Dhavernas czy Laurence Fishburne ("Matrix").
Hugh Dancy as Will Graham
Serial odradam osobom o słabych nerwach. Sceny sa bardzo mocne, zbrodnie pokazane sa bardzo realizstycznie i drobiazgowo. Poza tym miejscami ogląda się ten serial jak bardzo dobry horror, wczoraj obejrzałam trzy odcinki pod rząd i bałam się po ciemku do domu wraca ;p
Jesli Was takie rzeczy nie ruszają to gorąco polecam ten serial.
Hej!
Dziś dalej o serialach ;)
Miałam pisać o Dexterze i 6 Stóp pod Ziemią, ale wczoraj w końcu obejrzałam ostatni odcinek Rodziny Soprano.
To jeden z najlepszych seriali jakie oglądałam. Każdy odcinek tworzy ciekawą historię, która później idealnie łączy się w całość z kolejnymi epizodami. Głównym bohaterem jest Tony Soprano- ojciec rodziny i szef mafii z New Jersey. Mimo tego że z założenia powinna być to postać negatywna, trudno nie lubić Tonego, przynajmniej na początku ( ten sam problem mam z Dexterem ale o tym kiedy indziej ;). Główne wątki serialu to życie prywatne, "biznes" oraz terapia Tonyego. To trzy główne wątki dzięki którym lepiej poznajemy głównego bohatera, ale również sposób w jaki funkcjonuje mafia.
Chociaż wiemy kim jest główny bohater to wielokrotnie możemy znaleźć w nim coś z siebie
samych lub osób nam bliskich- a to wszystko dzięki scenariuszowi i
ukazaniu Tony'ego z rożnych perspektyw. Wiele razy oglądając serial mogłam utożsamić się z bohaterami serialu ( oczywiście nie w trakcie strzelanin czy wizyt w klubach go-go ;p)lub myślałam sobie " no mój Tato robi tak samo!".
Oprócz poznawania głównego
bohatera, śledzimy także losy innych członków mafii- a tych jest naprawdę sporo, ja często się gubiłam w pierwszych sezonach. Moim absolutnym ulubieńcem jest Silvio ;)
Uwielbiam go za to:
Wracając do serialu...
Możemy od środka zobaczyć na jakich zasadach działa mafia, za co "wylatuje się" z rodziny, po co ściąga się kuzynów z Włoch i o co chodzi dokładnie z FBI ;) Odcinki trzymają w napięciu, nie mogę sobie przypomnieć gorszego sezonu. A to się nie często zdarza w seriach.
Serial jest miejscami dość brutalny, ale dzięki temu też realistyczny. Jeśli podobali Wam się "Chłopcy z Ferajny" Martina Scorsese lub "Ojciec Chrzestny" Coppoli to "Rodzina Soprano" na pewno przypadnie Wam do gustu. I ostatni odcinek, jak dla mistrzostwo. Ale o tym cicho sza ;)
Nie wiem jak Wy, ale ja w trakcie lepienia lubię oglądać seriale.
Może oglądać to za dużo powiedziane, raczej słuchać i co jakiś czas
zerkać na ekran ;) Ogólnie uwielbiam seriale. Jeden odcinek jest krótszy
od przeciętnego filmu dzięki temu łatwiej jest mi znaleźć czas na
oglądanie. Ale przede wszystkim lubię seriale za to że pozwalają zżyć się
z głównymi bohaterami. Dlatego chciałabym się z Wami podzielić moimi
absolutnie ulubionymi serialami, zarówno takimi które już dawno się
skończyły, jak i tymi które oglądam na bieżąco ;)
Dziś zaprezentuje Wam dwa pierwsze. Kolejne w poniedziałek za dwa tygodnie.
Big Bang Theory czyli Teoria Wielkiego Podrywu
Główni
bohaterowie to: ujmujący ( bądź irytujący) profesor Sheldon-
samozwańczy geniusz który twierdzi że już dawno powinien dostać nagrodę Nobla,
Rajesh który nie jest w stanie odezwać się do żadnej kobiety na trzeźwo,
Howard który wciąż mieszka ze swoja mamą i jako jedyny nie jest
profesorem( ale jest magistrem najlepszej uczelni technicznej na świecie), oraz Leonard, fizyk teoretyczny, który próbuje podbić serce Penny - ślicznej
dziewczyny z Nebraski która zostaje jego sąsiadką.
Choć
temat może wydawać się oklepany serial jest rewelacyjny. Sposób, w jaki
Sheldon podporządkowuje sobie Leonarda i resztę paczki przez
stworzenie
umowy lokatorskiej , szczegółowy plan dnia, wizyty w sklepie z komiksami
czy w Cheesecake Factory bawią do łez;
gagi faktycznie śmieszą a na dodatek można się dowiedzieć wiele
ciekawostek z dziedziny fizyki, astronomii czy chemii.
Science is fun!
Jeśli jesteś geekiem, to serial dla Ciebie ^^
That's 70s Show
Jeśli
kochacie lata 70 to bardzo mocno polecam ten serial. Schemat jest
podobny do Big Bang Theory ( a raczej na odwrót, ten serial jest
starszy) . Tu mamy grupę przyjaciół którzy kończą szkołę, przezywają
pierwsze miłości i rozstania, eksperymentują z używkami, rozmyślają o
swojej przyszłości. Serial przedstawia też najważniejsze rzeczy dla lat
70- feminizm, konflikt między pokoleniami, nowe podejście do
seksualności i używek, problemy z jakimi borykała się Ameryka (problemy gospodarcze, brak zaufania do rządu itp) w tamtych
czasach ale także to co działo się w kulturze.Oczywiście wszystko z przymrużeniem oka, w końcu to serial komediowy. Z punku widzenia anglisty to też fantastyczne źródło powiedzonek i zwrotów z tamtych czasów ;)
W każdym sezonie są też odcinki specjalne poświęcone np zespołowi KISS, czy Queen ale także mojej ukochanej książce On the Road. Jak dla mnie serial kultowy, serdecznie wam go polecam ;)